Dziś obchodzimy Dzień Rodzicielstwa Zastępczego. Pragniemy z tej okazji podkreślić, jak ważne dla rozwoju dzieci są Rodziny Zastępcze i Rodzinne Domy Dziecka. Opiekunki i Opiekunowie, którzy decydują się przyjąć i wychowywać podopiecznych zasługują na ogromne wsparcie i szacunek. Dziś dzielimy się wyjątkowa historią dziewczyny, która właśnie dzięki temu, że trafiła na odpowiednią Opiekunkę i kochający Rodzinny Dom Dziecka, może powiedzieć „jestem szczęśliwa i kochana”. Przeczytajcie, jak Ania stała się częścią rodziny, w której odnalazła: ciepło, bezpieczeństwo i miłość.
Zawsze będziemy rodziną
Zawsze będziesz z nami, zawsze będziemy rodziną. To słowa, które mnie uderzają z całą mocą. Pomimo tego, że nie jesteśmy spokrewnione, ta więź, którą stworzyłyśmy przez te 3 lata, to coś wielkiego.
Ania często się uśmiecha, to mądra, ciepła i utalentowana młoda kobieta. Kiedy opowiada nam swoją historię, nie owija w bawełnę. Jest szczera do bólu, ale na jej twarzy nie maluje się smutek. Na pierwszy rzut oka nie widać, ile trudnych doświadczeń i sytuacji jest za nią, a z którymi musiała się mierzyć w swoim życiu, zanim stała się częścią rodziny zastępczej pani Sylwii.
Ania, jako roczne dziecko trafiła do instytucjonalnej pieczy zastępczej, następnie z domu dziecka zabrała ją babcia, która opiekowała się nią przez 9 lat. Kiedy babcia Ani zachorowała na raka, podjęła trudną decyzję o oddaniu jej do rodziny zastępczej, ale cały czas miała kontakt ze swoją wnuczką. Wkrótce jednak babcia zmarła i Ania straciła: najbliższą i najukochańszą osobę, która dotychczas dawała jej miłość i poczucie bezpieczeństwa. Dla Ani nie był to łatwy czas. Nastąpił okres buntu i eksperymentów, które niejednokrotnie kończyły się zbieraniem uwag w szkole, wagarowaniem, próbowaniem alkoholu. Bunt był wołaniem o uwagę, ciepło i miłość. Walką o poczucie, że jest częścią rodziny, którego tak bardzo brakowało jej wówczas w życiu:
Generalnie zaczęłam się buntować, kiedy umarła mi babcia i nie miałam nikogo takiego, kto mógłby mi dać miłość. Nikt nie dawał mi wówczas poczucia bezpieczeństwa. Dużo zależy od doświadczenia. My jako dzieci, mamy więcej takich doświadczeń niż dorośli. Nie każdy sobie z tym radzi. Gdyby nie inni, to też nie wiem, jakby potoczyła się moja historia.
Cicha bohaterka
Przełomowy moment w życiu Aniu nastąpił, gdy po kolejnym wybryku wylądowała w szpitalu, zupełnie sama. Wtedy poczuła, że musi coś zmienić, „ogarnąć się”. W międzyczasie okazało się, że rodzina zastępcza, w której wtedy przebywała, ma zostać rozwiązana. W tym samym czasie w życiu Ani pojawiła się niezwykła osoba, jak sama o niej mówi: „cicha bohaterka”, która uratowała jej życie.
Pani Sylwia, bo o niej mowa, mimo obaw i wątpliwości postanowiła przyjąć 15-letnią Anię do swojej rodziny zastępczej.
Sylwia postanowiła mnie wziąć do siebie, choć nie była tego pewna na początku. Miała już pod opieką chłopców i nie wiedziała, czy się z nimi dogadam. Kiedy dostała moją teczkę z informacjami od psychologa, wtedy po raz pierwszy przeżyła szok.
Od tego czasu minęły trzy lata. Dziś Ania ma 18 lat i mówi nam, że zyskała rodzinę i czuje się kochana. Dostaje wsparcie, które pozwala jej marzyć i planować przyszłość. A planów na przyszłość Ania ma sporo, kiedy opowiada o swoich pasjach i zainteresowaniach, w jej oczach pojawia się błysk.
Pani Sylwia była już bohaterką naszego arykułu: Opiekunka, Mama i Babcia dla dziesiątki podopiecznych oraz projektu: Odważne kobiety związane z fundacją.
Od kiedy nie mieszkałam u babci, poczułam po raz pierwszy, że ktoś mnie kocha. Dla niektórych życie „placówkowe” jest normą, dla mnie nie było, bo straciłam babcię.
Za swoją obecną rodziną zastępczą poszłaby na koniec świata. Z mamą Sylwią i dzieciakami najczęściej czas spędzają aktywnie i „wyjazdowo”. Ania bardzo lubi dzielić te chwile ze swoją rodziną, wie, że zawsze może na nich liczyć.
Odkrycie talentu
Dziś nasza bohaterka odkrywa swoje talenty, rysuje, gra na gitarze i patrzy jasno w przyszłość. Sposobem na wyrażenie siebie dla Ani stała się muzyka, ale nie poprzestała na graniu na gitarze. W międzyczasie, ujawnił się jej talent plastyczny, który z czasem zaczął przeradzać się w marzenie o własnym studiu tatuażu.
Przez 8 lat grałam na gitarze klasycznej. W sercu zawsze grała mi muzyka. Byłam bardziej dzieckiem „muzycznym”, niż „plastycznym”. Wcześniej wiązałam przyszłość z muzyką. Z czasem pojawili się ludzie, który zaczęli zauważać mój talent plastyczny.
Rysowanie stało się dla Ani sposobem na odkrywanie świata, ludzi, miejsc, a przede wszystkim pozwoliło Jej dostrzec, że każdy ma w sobie potencjał, który może ujawnić się w najmniej oczekiwanym momencie.
A wszystko zaczęło się od…
Na 16-ste urodziny zrobiłam sobie tatuaż. Spodobało mi się to, że na następne urodziny dostałam prezent w postaci kursu tatuażu. Powiedziano mi, że aby tatuować powinnam zacząć rysować. Zrobiłam na odwrót. Zaczynałam od malowania, a potem przeszłam do rysowania
Ania uczęszcza na zajęcia z rysunku od sierpnia zeszłego roku. W jej artystycznym portfolio znaleźć można wiele różnych, interesujących prac. Jednym z jej ulubionych motywów są zwierzęta, które dla młodej artystki są nieskończonym źródłem inspiracji twórczych. Młoda rysowniczka w każdej ze swoich prac chce przekazać pierwiastek siebie, coś, co odróżnia jej twórczość od innych i sprawia, że nabierają charakterystycznego rysu:
Lubię malować rzeczy, w których każdy może znaleźć coś dla siebie, także rzeczy kontrowersyjne, dające do myślenia.
Sztuka dla Ani jest sposobem wyrażania swoich emocji, ale także zachwytu nad otaczającym ją światem. Bardzo dba o to, by jej prace ukazywały jej charakter i unikatowy styl. Zaznacza jednak: Trzeba być ostrożnym, jaki przekaz twórczy się sprzedaje. Tak samo trzeba być ostrożnym w ocenianiu innych ludzi:
Nic nie dzieje się z przypadku. Każda osoba w naszym życiu jest po coś. Nawet, jak ktoś nas denerwuje, to ta osoba pojawiła się w naszym życiu z konkretnego powodu. Dzięki niej wyciągamy jakąś lekcję, uczymy się i przez to także stajemy się silniejsi.
Ania ma jeszcze jedno marzenie, by pracować w zawodzie medycznym. Ucząc się w liceum na kierunku: ratownictwo medyczne, odkryła, że ten zawód obok rysowania i muzyki jest jej kolejną pasją. Ania jeszcze do końca nie wie, co wyniknie z tej, nowej pasji, ale z całą pewnością chciałaby, aby jej przyszłość związana była także z pomaganiem innym ludziom. Jak sama mówi motywacji, która popycha cię do przodu trzeba szukać wszędzie. Z całą stanowczością podkreśla: Chciałabym żyć dobrze i wiedzieć, że jestem wolna i niezależna.
Nic nie daje takiej motywacji, jak rodzina
Ania często powtarza, że trzeba iść do przodu, ma jednak świadomość, że wiele zależy od naszego osobistego doświadczenia, że zdarzają się momenty słabości, w których jedyne czego chcemy, to ukryć się przed światem. Młodszym ludziom doradza, by próbowali odnajdywać siłę w sobie:
Najważniejsze, żeby siłę znajdować w sobie i nie skupiać się na opiniach ludzi, którzy nie są tego warci. Szukanie motywacji w sobie nie jest proste, ale jest możliwe. Warto także dać sobie pomóc, kiedy inni tę pomocną dłoń wyciągają do ciebie.
Dzięki otwartości serca Pani Sylwii Ania stała się częścią jej rodziny, w której odzyskała bezpieczeństwo i miłość. Ma wokół siebie ludzi, na których zawsze może liczyć. Znalazła swoje miejsce, które będzie na nią zawsze czekać:
Jest to najlepsze miejsce na ziemi, jestem bardzo wdzięczna, że po tylu latach znalazłam szczęście i rodzinę. Nic nie daje takiej motywacji jak rodzina. Takie proste słowa: Zawsze Ci pomożemy i możesz na nas liczyć, są dla mnie bardzo ważne. Kocham ich całym sercem.



