Bartosz trafił pod opiekę Pani Eli i Pana Henryka mając 6,5 miesiąca. Urodził się jako wcześniak z dziecięcym porażeniem mózgowym oraz szeregiem innych wad. Mimo problemów zdrowotnych i trudności, z jakimi mierzył się od urodzenia w domu rodziców zastępczych, znalazł miłość i prawdziwy dom.
Bartosz jest uśmiechniętym i bardzo towarzyskim chłopcem. Zawsze nawiązuje ze wszystkimi świetny kontakt. Interesuje go otaczający świat, a gdy „jedziemy na turnus rehabilitacyjny, to wszyscy znają Bartosza już po dwóch dniach”- mówi pani Ela, mama zastępcza chłopca. Dziś ma 11 lat i niedawno przeszedł specjalistyczny zabieg ortopedyczny,dzięki któremu jego sprawność, stabilność ruchu i postawy znacząco się poprawią i będzie mógł lepiej funkcjonować.
Leczenie nie byłoby możliwe do przeprowadzenia tak szybko i skutecznie, gdyby nie pomoc fundacji Hemmersbach Kids’ Family, która zaangażowała się w zbiórkę pieniędzy na rzecz Bartosza. Pomogliśmy sfinansować kosztowną operację i rehabilitację, którą wykonali znakomici specjaliści z Paley European Institute dla dzieci.
Obecnie chłopiec wraca do zdrowia, codziennie dzielnie ćwiczy pod okiem rehabilitantów i jak podkreśla Pani Ela: „Bartosz robi postępy i każdego dnia jest coraz lepiej”. Rehabilitacja potrwa trzy miesiące, aż do końca października.
Odruch serca
Dla Pani Elżbiety i jej męża pomaganie od zawsze było naturalnym odruchem serca. Wychowali dwójkę swoich biologicznych dzieci, a kiedy córki dorosły i wyfrunęły w świat, zdecydowali się na odważny krok, jakim było zostanie zawodową rodziną zastępczą dla dwudziestki dzieci w różnym wieku.
Pani Ela zapytana o początki tej drogi wspomina: „Od 2009 roku byliśmy zawodową rodziną zastępczą o charakterze pogotowia rodzinnego dla powiatu włoszczowskiego. Kiedy nasze córki dorosły i opuściły rodzinny dom, jedna poszła na studia, druga przeprowadziła się do innego miasta. W naszym domu zrobiło się pusto. Udałam się wtedy do PCPR-u, aby zapytać, jak wygląda procedura zostania rodzicami zastępczymi. Powiedzieli nam, że bardzo potrzebują pogotowia rodzinnego. Zdecydowaliśmy się na ten krok i zdobyliśmy wszystkie potrzebne kwalifikacje i szkolenia do pełnienia funkcji zawodowej rodziny zastępczej”.
Pani Ela wraca także pamięcią do daty 11 marca 2009 roku. To wtedy „zamieszkały u nas pierwsze dzieci. To było dwóch chłopców 2 i 4- latek. Podopieczni przychodzili do nas zawsze na mocy postanowienia sądu i odchodziły od nas także na mocy postanowienia sądu, gdy znalazła się rodzina adopcyjna lub rodzice biologiczni odzyskali prawo do sprawowania opieki nad swoimi dziećmi”.
Każda historia dziecka, które znalazło się pod opieką Pani Eli i pana Henryka to osobna, pełna ciepła opowieść. To w tym domu dzieci znalazły spokój, miłość i zrozumienie. Szczególnie, że do dziś mają kontakt ze swoimi podopiecznymi i rodzinami adopcyjnymi, które sprawują nad nimi opiekę.
Jak mówi Pani Elżbieta: „Mamy rodziny, z którymi się do dzisiaj kontaktujemy. Byliśmy u chłopczyka, który był u nas 20 miesięcy, a w maju miał komunię. Co roku do nas przyjeżdżają, a my także ich odwiedziliśmy. Jedna dziewczynka, którą przyjęliśmy w 2009 roku, skończyła teraz szkołę podstawową i dostała się do szkoły mistrzostwa sportowego, rozwija swoją pasję do jazdy konnej, jeździ na zawody. Spełnia swoje marzenia. Niedawno odwiedziła także Bartosza”.
Takich historii Pani Ela ma znaczenie więcej: „Tyle miłości ile daliśmy, tyle miłości także odbieramy. W pieczy zastępczej także tak jest. Ile miłości się daje, tyle się jej dostaje od tych dzieciaczków”.
Choć jak przyznaje pani Ela: „Nie zawsze rodzina jest gotowa, by utrzymywać kontakty, ale każda rodzina adopcyjna informowała nas, jak się dziecko rozwija, otrzymywaliśmy telefon z życzeniami na święta”.
Dobro rodzi dobro – tutaj te słowa znajdują swoje pełne uzasadnienie, bo nagle i nieoczekiwanie znalazła się także pomoc i wsparcie dla Bartosza: „To właśnie jedna z mam adopcyjnych chłopca, który był u nas w rodzinie zastępczej, znalazła informację, że Wasza fundacja może pomóc dziecku z pieczy zastępczej i napisała do fundacji w sprawie Bartosza. Potem wszystko potoczyło się już lotem błyskawicy. Odezwała się pani Asia z fundacji i tak to się zaczęło…”- mówi ze wzruszeniem w głosie pani Ela.
Z miłości do dzieci
Skąd jednak czerpać siłę na co dzień do zmagań z różnymi przeciwnościami, kiedy ma się pod opieką dzieci z różnym bagażem doświadczeń? Dla pani Elżbiety odpowiedź jest prosta: „Trzeba jedno: Kochać dzieci, nic więcej. Kiedy jest miłość, to jest się w stanie wszystko ogarnąć, mimo trudności. Jeśli nie ma tej miłości, to łatwo jest zaniedbać to dziecko, nie zająć się nim”
W 2019 roku nasza rozmówczyni usłyszała od lekarza diagnozę: rak piersi i choć bała się, czy poradzą sobie w tym trudnym czasie dziś ze spokojem mówi: „Bartosz był wsparciem dla nas, my dla niego i udało się”.
Rodzina od zawsze
Dla Bartosza Pani Ela i Pan Henio jak nazywa swojego tatę zastępczego Bartosz, są pierwszą rodziną, pierwszym prawdziwym domem. Wcześniej Bartosz przebywał przez 6,5 miesiąca w szpitalu. To szczególna więź, która łączy ją z przybranym synem, a którą opisuje doskonale sytuacja, która miała miejsce, gdy Pani Elżbieta wyprawiała 7-letniego wówczas Bartosza do przedszkola:
„Bartosz, gdy miał 7 lat i wiązałam mu buciki do przedszkola i nagle wziął mnie rączkami za policzki i pyta się: „Ciocia będzie moją mamą?” Tych słów to nie zapomnę nigdy. Powiedziałam wtedy Bartoszowi — Pamiętasz, że masz mamę Beatę. Jak chcesz, żebym była Twoją drugą Mamą to będę. On się tak przytulił do mnie i powiedział „Moja Mama”.
Dlatego Pani Ela z mężem, choć nieprzerwanie od 2009 roku oddają swoje serce i czas dla innych, nie wyobrażają sobie, żeby oddać Bartosza do domu opieki lub innej tego typu placówki. Zdają sobie jednak sprawę, że ich zdrowie i wiek nie pozwalają dłużej na tak wielki wysiłek.
Pani Ela przyznaje, że „Jeśli znalazłaby się rodzina zastępcza dla Bartosza, ludzie młodsi z wielkim sercem i motywacją do zaopiekowania się naszym synkiem to bylibyśmy bardzo szczęśliwi. Najlepiej gdyby to była rodzina z województwa świętokrzyskiego lub ościennych województw, chcielibyśmy być blisko, żeby jeszcze pomóc”. Dzięki operacji sfinansowanej przez fundację Hemmersbach Kids’ Family Bartosz będzie bardziej sprawny, co poprawi jakość jego życia.
Dla Pani Eli i jej męża niezwykle istotne jest, aby Bartosz był jak najbardziej samodzielny i z przekonaniem podsumowują:
„Z nami ma największe więzi. Ma duże poczucie bezpieczeństwa. Tutaj w naszym domu wszystko jest jego. Dlatego chcemy dla niego jak najlepiej. Nie rozwiążemy tej rodziny, ale cały czas takiego miejsca szukamy. Nie chcemy, aby Bartosz poszedł do DPS-u lub ZOL-u. Postanowiliśmy jeszcze dla Bartosza tą rodziną być i jesteśmy. Chcemy jak najwięcej zrobić, by w to życie wszedł jak najbardziej sprawny i samodzielny”.
Jeśli ktoś z Państwa kocha dzieci (mieszka na terenie województw: świętokrzyskiego i ościennych), tworzy, lub chciałby stać się rodziną zastępczą dla Bartosza, prosimy o kontakt z naszą fundacją:
https://kids-family.org/kontakt/
Fundacja Hemmersbach Kids’ Family
ul. Wyścigowa 56G,
53-012 Wrocław,
Polska



